Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Xenna na ekranie
3. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Dziewczyna z okładki...
6. Zadyma w piłce
7. Chaos i świńska skóra
8. Sylwia
9. Jarocin 2008
10. Jarocińskie skandale
Wydawnictwo Jirafa Roja
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
No Future Book Śmierć Książki
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
Moim zdaniem
Wtorek, 30 Grudnia, 2008
Feliz Ano Nuevo
Disorder
Siedzę od kilku dni na Ibizie, wyspie, która ma 40 km w jedną stronę i 35 w drugą, przejechanie całego wybrzeża, pomimo gór i masy zakrętów, zajmuje jakieś pięć godzin. Byłem już w każdym miasteczku i każdej wsi bo siostra byczy się całe dnie i zostawiła mi do dyspozycji swojego Seata nomen omen Ibiza. W sezonie zimowym taka wyspa to raj - ciepło (jakieś 16 stopni), pusto (nie ma turystów, nawet rodowici mieszkańcy wyjeżdżają), na drzewach kwitną pomarańcze i cytryny, na palmach kiście daktyli, wszędzie blisko. Całkiem serio myślę żeby sprzedać, co się tylko da i kupić tu dom. Latem można go wynajmować za bajońskie sumy (latem na Ibizę przyjeżdżają milionerzy - moja siostra, która zimą się tu opierdala, a jest fotografikiem, latem zarabia 1000 euro za obsługę jednego ślubu! albo 100 euro liczy sobie za jedną fotkę - i frajerzy chętnie płacą). Zimą bym tu przyjeżdżał pisać książki... Cudowne życie.
Marzenia, marzenia, póki co jednak życzę Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku. Feliz Ano Nuevo! Więcej...
Komentarze (12) Skomentuj
Czwartek, 25 Grudnia, 2008
Długi ogon
Disorder
Pracuję właśnie nad nową książką poświęconą zjawisku, które nazwałem „szerokopasmową kulturą”, a więc właczeniu kultury (w tym książek) w masowy strumień transmisji danych przez sieci telekomunikacyjne, z czym - moim zdaniem - będziemy mieli do czynienia zaraz po tym, jak ktoś wpadnie na pomysł by czytnik (typu Kindle czy Sony Reader) sprzedawać za złotówkę, tak jak to jest z telefonami komórkowymi. Czytnik za złotówkę plus kultura w abonamencie - to musi zrewolucjonizować świat mediów. Tym zagadnieniom poświęcam nową publikację pt. „E książka | book. Szerokopasmowa kultura”, która ukaże się w pierwszym półroczu 2009. Będzie to kontynuacja idei zawartych w mojej poprzedniej książce o kulturze cyfrowej - w „Śmierć książki | No Future Book” (znaczna część tekstu jest już dostępna na zasadach creative commons na stronie www.nofuturebook.pl}.
O mojej nowej książce będę jeszcze z pewnością informował, ten komentarz chciałem jednakże tak naprawdę poświęcić innej publikacji, bardzo mi ideowo bliskiej, a przetłumaczonej właśnie na język polski. Chodzi o „Długi ogon” Chrisa Andersona (wydawnictwo Media Rodzina). To jedna z najważniejszych książek poświęconych ekonomii kultury cyfrowej. Kultury pozbawionej formy materialnej, istniejącej wyłącznie w świecie wirtualnym. Kulturze, w której „byt” zastąpiony został przez „bit”.
Chris Anderson, redaktor prestiżowego dla branży nowych mediów magazynu „Wired”, sformułował swoją teorię długiego ogona (The Long Tail) w 2004 roku w jednym z artykułów, w którym analizował wyniki na sprzedaży produktów oferowanych przez sklepy internetowe Amazon i Netflix. Doszedł wówczas do wniosku, że ekonomia cyfrowa wymyka się zasadom obowiązującym dla handlu od czasów rewolucji przemysłowej, a sformułowanym w formie prawa w 1897 roku przez włoskiego ekonomistę Vilfredo Pareto. Zasada Pareto znana jest powszechnie jako zasada 80:20, głosi ona, że osiemdziesiąt procent przychodów generuje dwadzieścia procent oferowanych towarów. Z rozmaitymi odchyleniami zasada ta przez ponad sto lat z powodzeniem funkcjonowała w handlu i na niej opierały swoją strategię zamówień nie tylko wielkie sieci hipermarketów, ale praktycznie rzecz biorąc każdy myślący sprzedawca (nawet jeśli zasady nie znał, intuicyjnie przestrzegał jej zasad). Anderson dowiódł jednak, że zasada ta nie dotyczy handlu internetowego. Owszem, nadal bestsellery (czyli te 20 proc. oferty) generują wysokie obroty, ale wpływy uzyskane ze sprzedaży pozostałych produktów są co najmniej równoważne w swojej masie. Terminem długiego ogona określił te tysiące, a nawet miliony, drobnych, zdawałoby się nieznaczących dla handlu produktów, które w sklepach takich jak Amazon generują łącznie ogromne obroty.
Długi ogon mógł zaistnieć dzięki przeniesieniu oferty handlowej do Internetu. Na stronie www można zaprezentować nieskończoną ilość produktów, nie jesteśmy limitowani liczbą półek czy powierzchnią sklepu. A to oznacza praktycznie nieograniczony dostęp konsumenta do wszelakich dóbr! Sprawdza się to znakomicie szczególnie w odniesieniu do dóbr kultury, które łatwo można pozbawić ich formy materialnej i oferować wyłącznie w formie treści (pliki MP3 z muzyką, MP4 z filmem, PDF z książką itd.). Znika pojęcia „braku”, „towaru wyczerpanego” itp. Mało tego, niebywale wzrasta rentowność sprzedaży dóbr z długiego ogona, gdyż dystrybutor nie ponosi praktycznie kosztów składowania, dostarczenia, a i koszty wytworzenia uległy niemal stuprocentowej redukcji. Co to oznacza dla przyszłości kultury? Że będzie tańsza, łatwiej dostępna, i że zarówno twórcy jak i wydawcy mogą zarabiać więcej niż kiedykolwiek.
To oczywiście idea książki Andersona zreferowana w haniebnie upraszczającym skrócie, a jest to jedna z najważniejszych prac poświęconych przyszłości ekonomicznego funkcjonowania kultury. W dodatku jest to książka świetnie napisana, z licznymi przykładami tego, jak nowy rynek funkcjonuje (Anderson analizuje m.in. działalność takich serwisów jak iTunes czy Rhapsody). Absolutnie lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce myśleć o kulturze przyszłości. Bardzo się cieszę, że wreszcie możemy przeczytać ją po polsku.
Skomentuj
Niedziela, 21 Grudnia, 2008
Punk rock x-mas
Disorder

Another Punk Rock Christmas, wczorajszy koncert w No Mercy uświadomił mi jak szybko leci czas. Przecież dopiero co pisałem na tej stronie o koncercie organizowanym pod tym samym hasłem... rok temu. LD50 gra już z nowym repertuarem zwiastującym wciąż spóźniającą się płytę "Jara się". Zresztą te nowe piosenki są równie dobre jak te wydane na "Retropunku", piosenka "Godzina 8" jest równie przebojowa jak "STOEN". Przed LD50 wystąpiło Lunatics też z nowym repertuarem, śpiewanym po polsku, bez wokalistki, dużo bardziej punkowo i moim zdaniem dużo lepiej.
Another x-mas, o czym przypomina rzecz jasna nie tylko tradycyjna warszawska punkowa impreza. Na ulicach przebierańcy w czerwonych czapkach, w marketach do wyrzygania puszczane te same kolędy, poza tym tłumy, korki, bo ludziska rzucają się na badziewne promocje.
Nie lubię świąt - jestem jak Scrooge, bohater "Opowieści wigilijnej" Dickensa, wkurwiają mnie choinki, prezenty, karpie i opłatki. Bo wszystko to sztuczne i pozoranckie mi się wydaje. Ale to mój problem.
Nie mniej życzę wam, moi mili, wesołych świąt, wymarzonych prezentów pod wymarzoną choinką, a przy okazji rzutem na taśmę życzę i szczęśliwego nowego roku. Sam uciekam. Na Ibizę. No wiem obciach straszny, w dodatku głupota, bo kto tam jeździ zimą, kiedy piździ wiatr i wszystkie kluby pozamykane? Ale jadę tam nie wciągać koks na dyskotekach, ale odwiedzić moją siostrę, z którą rok temu razem bawiliśmy się na Another Punk Rock Christmas. Siostra, która wyemigrowała zaraz po maturze, przez kilka lat mieszkała na wyspach brytyjskich, a teraz od trzech lat mieszka ze swoim argentyńskim chłopakiem na znacznie mniejszej wyspie, gdzie zarabia na życie robiąc zdjęcia. Trochę jej tego sposobu zarobkowania zazdroszczę, bo przecież to zmacznie przyjemniejszy i zdrowszy zawód niż siedzenie przed komputerem i wystukiwanie milionów znaków tworzących wyrazy i zdania. Może wreszcie będzie trochę czasu i nauczy mnie jak złapać dobry kadr.

Więcej...
Komentarze (11) Skomentuj
Środa, 17 Grudnia, 2008
Nienawidzę pisać przewodników (chyba)
Disorder
Uff... przepraszam, wiem, że ostatnio opóźniam się z odpisywaniem na listy i w ogóle jestem trudno dostępny, ale to wszystko przez tą cholerną Albanię. Jak wspominałem, podjąłem się napisać dla wydawnictwa Pascal przewodnik po tym pięknym kraju, a właściwie część większego przewodnika po Bałkanach, która poświęcona będzie akurat Albanii. No i termin oddania tekstu mi minął, a ja siedzę i piszę, przekopuję notatki, zdjęcia, strony internetowe, wszystkie książki jakie zgromadziłem o Albanii... Powiem wam, że pisanie przewodnika turystycznego to najnudniejsza na świecie robota. Fajnie jest pojechać, obejrzeć, zrobić zdjęcia, zebrać materiał, ale potem... ech, wszystko według szablonu, schemat, nuda, okropieństwo. Oczywiście nie dziwię się wydawcy, który chce trzymać równy poziom każdego przewodnika w swojej serii i wyznaczył autorom formaty, których bezwględnie muszą się trzymać (nawet każdy akapit ma swoje symbole, niczym kody), nie mniej dla autora to udręka.
To tyle żali i łez krokodylich, wracam do opisywania hoteli w mieście Korcza, w którym - na to oczywiście w przewodniku nie ma miejsca - poza muzeami jest najlepszy w Albanii browar, a litr pysznego wina kosztuje 2 euro i niewiele więcej pędzona rakija z winogron. I dokąd chętnie wrócę w maju przyszłego roku, ale nic już więcej nie chcę na ten temat pisać!
Komentarze (2) Skomentuj
Piątek, 5 Grudnia, 2008
Literatura i polityka
Disorder

Media emocjonują się kolejną rewelacją - Włodzimierz Odojewski współpracował z SB. Całkiem niedawno podobnych rzeczy dowiadywaliśmy się o Ryszardzie Kapuścińskim, a zapewne czeka nas jeszcze niejedno równie ambitne "odkrycie", bo pewnie i wielu innych, którym przyszło żyć w tamtych czasach, coś gdzieś kiedyś podpisało, gdzieś się z kimś spotkało itp. Media zastanawiają się teraz jak rewelacje o Odojewskim wpłyną na społeczny odbiór jego literatury. Mam nadzieję, że nijak, tak jak nie umniejsza literackiego kunsztu Guntera Grassa to, że jako dzieciak służył w Waffen SS. Można się zastanawiać, czy dobrze, czy źle, że takie fakty wychodzą po latach, często w wyniku przypadku lub cudzej dociekliwości, nie mniej jakiekolwiek wybory polityczne - nawet świadome - z ljakością utworu literackiego nie mają nic wspólnego, o czym powinniśmy wiedzieć, nauczeni doświadczeniami XX wieku (także tymi całkiem współczesnymi).
Oczywiście, pozostaje nam prawo do oceny moralnej czyichś zachowań. Ale czy aby na pewno? Czy młodsi o pokolenie czy nawet więcej ludzie mogą oceniać zachowania tych, którym przyszło żyć w znacznie trudniejszych czasach - często w strachu nie tylko o siebie, także o najbliższych. "Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem", mówi Pismo. Coś podejrzanie dużo osób dziś rzuca kamieniami.
Mój kolega Krzysztof Masłoń przeprowadził z Odojewskim bardzo ciekawą rozmowę. - Proszę pana, a czy wtedy – w latach 60. – w ogóle przychodziło panu do głowy, by jednym słowem „nie” zwekslować wszelkie esbeckie próby wyciągnięcia od pana jakiejkolwiek informacji? By odmówić spotkań z Majchrowskim? - pyta dociekliwie Masłoń. A Odojewski odpowiada: - Na takie „nie” bym się nie zdobył. Uniemożliwiała to atmosfera strachu, w jakim żyliśmy, a wiedza o tym, jak postępować z SB, jak się przed nią bronić, przyszła później. Gdy więc Majchrowski wzywał mnie, bym się stawił: w Pałacu Mostowskich, na Rakowieckiej czy „na kawę” do Grand Hotelu albo do prywatnego, opuszczonego mieszkania na Muranowie, pewnie lokalu operacyjnego – przychodziłem.
Doceńmy szczerą odpowiedź, zanim wydamy wyrok. Nie tylko wyrok na literaturę, także na człowieka i jego moralne dylematy.

Komentarze (3) Skomentuj
Piątek, 21 Listopada, 2008
Nowe przekłady Fantego
Disorder
Ukazały się właśnie dwa nowe przekłady książek Johna Fantego, tego, o którym Charles Bukowski pisał, że jest jego Bogiem... Gwoli sprawiedliwości, Bukowski tak pisał pod wrażeniem powieści „Pył”, zdecydowanie najlepszej w dorobku Fantego. Te wydane ostatnio („Pełnia życia” i „Byle do wiosny”) to amatorskie wprawki literackie.
„Byle do wiosny” to jego literacki debiut z 1938 roku, książka literacko marna, choć bez wątpienia ważna dla późniejszego dorobku, gdyż pojawiają się w niej powracające w następnych latach wątki i postaci, przede wszystkim rodzina włoskich emigrantów – Bandinich. Tu mamy nieco frywolną historię romansu, choć w tle rozgrywają się mniejsze i większe dramaty. Fante czerpie przede wszystkim z własnej biografii, ale pisze o sobie i swojej rodzinie z humorem i dystansem, czym na tyle wzbudza sympatię, że na nieudolności młodzieńczego stylu można machnąć ręką.
W drugiej z książek, „Pełni życia”,  miłośnicy pisarza odnajdą wszystkie typowe dla niego elementy: lakoniczne dialogi,  autoironię i humor, a także powracający temat relacji między synem a ojcem i pozycji włoskiej mniejszości w amerykańskim społeczeństwie lat 30. i 40. XX wieku. Syn oczywiście jest nieudacznikiem, a ojciec pijakiem i despotą, ale za to zdolnym murarzem, te autobiograficzne wątki znajdujemy w większości jego książek. Bohater „Pełni życia” czeka na urodziny swojego pierwszego dziecka. Pod pozorem pomocy w drobnych naprawach domowych sprowadza się do ich domu ojciec, który koniecznie chce mieć wnuka. Tyranizuje rodzinę, ale robi to z wdziękiem i typową dla Włochów familiarnością.
Wszystkie - jak dotąd cztery - polskie przekłady Fantego ukazują się w wydawnictwie G+J.
Skomentuj
Piątek, 21 Listopada, 2008
Falstart europejskiej biblioteki
Disorder
20 listopada z wielkim hukiem wystartowała Europeana, czyli cyfrowa Biblioteka Europejska – wspólne przedsięwzięcie 48 książnic Europy, finansowane ze środków unijnych i reklamowane jako europejska odpowiedź na program Google Book Search.
Były promocje i spotkania w większości bibliotek narodowych państw UE... tylko serwery nie wytrzymały obciążenia i już od rana na strony www.europeana.eu nie można było wejść.
W dniu oficjalnego debiutu (zainteresowani zasoby European Library mogli przeglądać już wcześniej) w zbiorach było ok. 2 mln dzieł w formacie cyfrowym. Nie tylko książek, także czasopism, filmów, nagrań muzycznych, reprodukcji dzieł sztuki. Książki reprezentują 20 europejskich języków. Poza krajami Unii w projekcie uczestniczą książnice z Chorwacji i Serbii. Do 2010 roku w zbiorach ma być 10 mln utworów. Co roku na ten cel z budżetu Unii wydatkowanych będzie 2 mln euro. Twórcy projektu liczą też na donacje rozmaitych organizacji i firm. Polska Biblioteka Narodowa jest partnerem projektu od stycznia 2007 roku. Według danych statystycznych polscy internauci są grupą najliczniej odwiedzającą portal Biblioteki Europejskiej. Kolejne, co do liczebności grupy użytkowników, to Stany Zjednoczone i Francja.
Biblioteka Europejska daje możliwość zintegrowanego przeszukiwania katalogów bibliotecznych. Trzeba przyznać, że na razie system ten działa bardzo wolno, irytująco wolno w porównaniu do Google, dla którego ma być konkurencją. Mało przyjazny jest system wyszukiwania i przedstawiania wyników. Wciąż jest to bardziej system biblioteczny, a więc skierowany do ludzi, którzy na co dzień zawodowo obcują z książką, niż adresowany do masowego użytkownika Sieci. Moim zdaniem w rywalizacji z Google nie ma żadnych szans – ani teraz, ani kiedykolwiek.
Atuty systemu to m.in. możliwość wyszukiwania we własnym języku (oczywiście taką samą możliwość daje Google) oraz możliwość wyboru, czy chcemy przeszukiwać całe zasoby, czy np. tylko książnicy wybranego kraju. Biorąc pod uwagę tempo pracy programu, wyszukiwanie w całości jak na razie jest, lekko mówiąc, uciążliwe.
W kontekście digitalizacji zbiorów bibliotecznych, natychmiast pojawia się pytanie – co to oznacza dla wydawców, księgarzy i tradycyjnych bibliotek? Czy projekt Europeana jest zagrożeniem dla branży książkowej? Przynajmniej w obecnej postaci z pewnością nie, nie takie są zresztą intencje przedsięwzięcia. Pamiętajmy, że jak na razie zdigitalizowano zaledwie ok. 1 proc. zbiorów europejskich bibliotek. To kropla w morzu. Poza tym otrzymujemy przede wszystkim dostęp do zbiorów nie objętych copyrightem, a więc do tych, do których w większości użytkownicy Internetu od dawna mają dostęp – w dodatku szybszy, przez Google i nie tylko. Moim zdaniem większe znaczenie od digitalizacji książek, będzie miało wprowadzenie na wolnych prawach reprodukcji europejskich dzieł sztuki, ale to musiałoby się odbywać we współpracy z najważniejszymi światowymi muzeami i galeriami, gdyż biblioteki tylko w niewielkim stopniu dysponują istotnymi dla naszego dziedzictwa dziełami graficznymi. Nie bez znaczenia jest też – realizowane m.in. przez polskie książnice, ale też przez Bibliotekę Europejską – digitalizowanie rękopisów i starodruków, do których dotąd dostęp mieli wyłącznie badacze. Natomiast ściganie się z Google w walce o zwykłego konsumenta literatury nie ma większego sensu. Moim zdaniem to walka z góry przegrana, bo biznes zawsze wyprzedza misję. A możliwość hipertekstowego wyszukiwania książek w Sieci może okazać się jednym z lepszych biznesów przyszłości w sferze kultury. Oczywiście tej kultury, w której nie ma miejsca dla księgarń i drukarń, a która zbliża się w coraz szybszym tempie. Czuję już na karku jej oddech.
Komentarze (1) Skomentuj
Czwartek, 20 Listopada, 2008
Społeczeństwo Anty-informacyjne
Disorder
Podobno żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, w kórym dostęp do informacji odgrywa decydującą rolę ekonomiczną i komunikacyjną. Otóż myślę, że wątpię. Dla nowego pokolenia informacja traci na wartości - nie koniecznie jest ono zainteresowane kursami walut, spekulacjami na giełdzie, cenami ropy, wydarzeniami politycznymi czy choćby śledzeniem rozgrywek ligowych... A przynajmniej w coraz mniejszym stopniu, na co wskazują choćby takie globalne współczynniki, jak spadek sprzedaży gazet, spadające przychody stacji telewizyjnych i radiowych. Łatwość dostępu do informacji, jaką daje Internet, powoduje, że nastąpiła jej błyskawiczna dewaluacja. Teraz sięgamy niemal wyłącznie po te informacje, kóre nas INTERESUJĄ. Nie przypadkowo iPod niemal całkowicie zastąpił radio w najmłodszym pokoleniu, gdyż iPod to wyłącznie taka muzyka, jakiej chcemy słuchać, a nie jaką serwują rozmaite stacje typu "Złote Przeboje". Bieżące informacje obchodzą nas w coraz mniejszym stopniu, i to tylko w tym wycinku wiedzy, który jest dla nas istotny. Jeden będzie śledził nowinki technologiczne, drugi wieści ze świata mody, trzeci muzyki, czwarty polityki, piąty sportu... zamykając się w swoim świecie zainteresowań. Młodzi ludzie nie mają potrzeby deliberowania o tym, co się aktualnie dzieje - mogą rozmawiać o grach komputerowych on-line, ale nie o wyborach prezydenckich w USA.
Myślę, że niechęć do "bycia informowanym" będzie się nasilać, co w niedługim czasie może doprowadzić do bankructwa wielkich dostawców tradycyjnych treści (np. serwisy telewizyjne, wydawcy papierowej prasy, wszystkie firmy dystybuujące kulturę w formie materialnej) i absolutnej rewolucji na rynku mediów, które z bieżących informacji przestawiać się będą na poszerzanie zasobów wszelkiego rodzaju "nowinek". No i nastąpi całkowite przejście mediów do Internetu. Po sobie widzę, jak szybko stałem się nieomal niewolnikiem informacji cyfrowej i formatu MP3-MP4 jeśli chodzi o przekaz audiowizualny. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłem gazetę, kiedy włączyłem radio, a nie licząc transmisji z meczy piłkarskich, nie pamiętam też, kiedy włączyłem TV. Za to doskonale wiem, co mam w moim przenośnym odtwarzaczu plików i na jakie strony internetowe warto codziennie wejść, by wiedzieć tylko to, co mnie interesuje.
Zmiany, wielkie zmiany nadchodzą, na kóre chyba w ogóle media nie są przygotowane.
Komentarze (4) Skomentuj
Środa, 19 Listopada, 2008
Interliber w Zagrzebiu
Disorder

Z targów książki Interliber w Zagrzebiu wróciłem już kilka dni temu, ale mam urwanie głowy - piszę przewodnik po Albanii, termin z wydawnictwa Pascal nagli, w dodatku wciąż jakieś rozjazdy, nie ma chwili spokoju żeby napisać jak tam było. A było świetnie! Ambasada Polski ulokowała mnie w czterogwiazdkowym hotelu Dubrownik w samym centrum miasta. Miałem trochę czasu żeby pozwiedzać muzea (samo miasto widziałem już wcześniej). Na targach miałem dwa spotkania - w piątek prezentację "No Future Book", w sobotę spotkanie na stoisku, głównie rozmowy z tłumaczami w sprawie ewentualnego przekładu "Xenny" na chorwacki. Polska wypadła na targach lepiej niż gość honorowy Izrael (poza mną gośćmi byli: Krzysztof Varga, Katarzyna Kotowska i Piotr Dobrołęcki). Doskonale nasze występy i cały pobyt zorganizowała Barbara Kramar z polskiej ambasady, poza tym świetna tłumaczka i przemiła osoba. Polska miała dodatkowe wsparcie promocyjne dzięki redakcji pisma literackiego "Tema", które przygotowało numer poświęcony polskiej literaturze (we współpracy z kwartalnikiem "Wyspa"). W "Temie" ukazał się także i mój tekst po chorwacku - na temat przyszłości książki. Poz atym pierwszy raz w życiu udzielałem dla telewizji wywiadu po angielsku :) Zainteresowanie targami było duże - nie tylko mediów, także publiczności, zwłaszcza, że wstęp jest bezpłatny, a książki oferowane z wysokimi rabatami...
A sam Zagrzeb... cóż, pięknie wyglądały wąskie uliczki w jesiennym słońcu. Na każdym rogu można było kupić pieczone kasztany. W kawiarniach gwar. Tylko potwornie drogo, znacznie drożej niż w Warszawie.

Więcej...
Komentarze (3) Skomentuj
Środa, 5 Listopada, 2008
Czarny prezydent
Disorder
Koniec świata! Murzyn (nienawidzę tego sztucznego słowa Afroamerykanin) został prezydentem USA. W dodatku na drugie imię ma Hussein! Media trąbią, że Amerykanie przezwyciężyli rasowe uprzedzenia i tym podobne bzdury. Ja myślę, że wygrana Baracka Obamy niewiele ma wspólnego z tolerancją amerykańskich wyborców, w tej sprawie raczej niewiele się zmieniło. Obama wygrał bo ludzie dość mieli obłudy Busha (który nota bene doszedł do władzy, choć nie uzyskał większości głosów!), jego impertynencji i geszeftów, nałożył się na to kryzys finansowy, i w tej atmosferze wygrałby Yamamoto, albo nawet Stan Tymiński, jeśli tylko miałby amerykański paszport i obiecałby to, co w tej sytuacji obiecać należało... i co naobiecywał Obama, czyli w skrócie "więcej dla szarego obywatela, mniej dla korporacji". Czy Obama dotrzyma słowa? Wątpię, gdyż amerykańska demokracja jest skorumpowana i zepsuta do podszewki, należałoby najpierw wprowadzić restrykcyjne przepisy dotyczące finansowania partii politycznych i ich kandydatów do Kongresu, Senatu i administracji państwowej USA, potem można będzie wierzyć w intencje polityków (i to wierzyć z dużą ostrożnością). Oczywiście, jak wielu przyzwoitych ludzi na świecie, tak i ja cieszę się, że nowy amerykański prezydent jest demokratą, Murzynem, w dodatku miło się uśmiecha, ale nie oczekujmy cudów... Jedyną istotną zmianą dla świata może być przeniesienie środków bezpieczeństwa z walki z terroryzmem na walkę z potencjalnym rasistowskim zamachowcem, bo przecież teraz Ameryka będzie żyła w ciągłym strachu, że jakiś wariat wyciągnie broń. Dla świata to lepiej, bo przynajmniej zła będą szukać u siebie, a nie w Iraku, Iranie czy Afganistanie. Może będzie choć trochę stabilniej i bezpieczniej. A i reforma finansowa przyda się nie tylko Ameryce.
Komentarze (1) Skomentuj
Niedziela, 2 Listopada, 2008
Jesień
Disorder
Niezwykle barwną mamy tego roku jesień, zroszone liście wszelkimi kolorami mienią się w promieniach słońca. Jakże ciepłych o tej porze roku! Żałuję, że nie umiem robić dobrych zdjęć, bo chciałbym sfotografować dzisiejszą wieczorną mgłę, w której rozmazują się światła latarni na mojej ulicy. Mgłę, z której niczym duchy wyłaniają sie postacie ludzkie... niczym duchy, w końcu są zaduszki :) Nie chodzę na cmentarze, choć bardzo lubię ten zapach płonących zniczy. Nie chodzę, choć mam do kogo, wolę sobie wyobrażać, że zmarłe bliskie mi osoby wyłaniają się z wieczornej mgły. Więcej...
Komentarze (4) Skomentuj
Niedziela, 19 Października, 2008
Maraton po Wielkopolsce
Disorder
Wróciłem właśnie z czterodniowego maratonu po Wielkopolsce - serii spotkań, jakie odbywałem wspólnie z Piotrem Stróżyńskim, zwanym Marchewą, utorem punkowo'alkoholowej powieści "Chaos i świńska skóra". Odwiedziliśmy: Wrześnię, Jarocin, Środę Wlkp i Gniezno. We Wrześni byłem drugi raz w życiu (za pierwszym razem, kilka lat temu, spędziłem noc głównie grając w bilard i w lotki) - mieliśmy spotkanie w LO im. Henryka Sienkiewicza. Nie pamiętam takiego audytorium! Szczerze mówiąc, nie widziałem nigdy szkoły wyposażonej w taką salę i nagłośnienie (niejeden teatr mógłby pozazdrościć). Piotr, niczym skandalista Larry Flint, wybrał do przeczytania na głos chyba najbardziej obsceniczny fragment swojej książki, co było mimo wszystko przegięciem, biorąc pod uwagę średnią wieku na sali. Ale ten facet w ogóle jest nonkonformistą w każdym calu, do tego niesamowicie pogodny. Nasze zdjęcia ze spotkań wrzuciłem do galerii, możecie się przekonać, że bez przerwy jest uśmiechnięty :) Z Wrześni pojechaliśmy do Jarocina - świetne spotkanie w Bibliotece pod Ratuszem, przyszła masa osób w różnym wieku, młodzi oraz tacy, którzy pamiętali występ Piotra na scenie jarocińskiego festiwalu w 1986 roku, gdzie w atmosferze skandalu wystąpił z mocno antysocjalistycznym przekazem ze swoim ówczesnym zespołem Schizofreniczna Prostytutka Maria (do słuchania na Youtube), który opisał w pierwszych rozdziałach powieści. Po spotkaniu w bibliotece wieczór spędziliśmy z Savaną (dzięki za gościnę!!!), współtwórcą legendy jarocińskiego punk - zespołu Acapulco, oglądając w barze Alibaba beznadziejny mecz Polska-Słowacja (omal nie doszło do rękoczynów w sporze, kto winien - lokalni kibice chcieli ukrzyżować Krzynówka, niżej podpisany po kilku piwach z lokalnego browaru Fortuna z Miłosławia przepojony rozpaczą domagał się głowy Rogera). Kolejny dzień to występ w Środzie Wielkopolskiej, rodzinnym mieście Piotra. Na sali było kilka "obsmarowanych" przez niego osób, nie wyłączając prowadzącego nasze spotkanie redaktora naczelnego "Gazety Średzkiej" Zbigniewa Króla, który bynajmniej nie czuł się urażony, przeciwnie - raczej rozbawiony konfabulacjami autora (dzięki Zbyszku za wsparcie). Ostatni dzień - spotkanie w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie. Tu organizator dał dupy, więc przyszło tylko kilka osób "wtajemniczonych". Ogólnie jednak wielkopolski maraton niezwykle udany - Piotrze, do następnego razu, i do następnej książki!
Do Wielkopolski mam szczególną słabość. Większą część życia spędziłem w Warszawie, skąd pochodzą obydwoje moi rodzice, a także ich rodzice, był jednak czas, kiedy przez pięć lat mieszkałem w mieście Odolanów (dawne województwo kaliskie), mam tam wielu znajomych z lat podstawówki, no i siłą rzeczy znam większość miast i miasteczek. Wielkopolska ma zresztą bardzo charakterystyczny układ urbanistyczny swoich miasteczek, koncentrujący się przy dawnych rynkach targowych, wzdłuż szlaków komunikacyjnych oraz niedaleko najczęściej XIX-wiecznych budynków dworców kolejowych, rynki z kamienicami o niskich parterach, wieżyczki i wykusze, blaszane hełmy licznych na tym terenie neogotyckich kościołów, wszystko to nadaje specyficzny koloryt tym terenom, gdzie mieszają się wpływy polskie i niemieckie, tradycje powstań narodowych i niemiecka skrupulatność. Więcej...
Komentarze (3) Skomentuj
Sobota, 11 Października, 2008
Oj jacy Czesi są słabi
Disorder
Zły czas chyba nastał dla czeskiej piłki. Mają świetnych zawodników... i od dawna nie mają sukcesów - blamaż na Mistrzostwach Świata 2006, bardzo nieudane Euro 2008, zła passa trwa. Z Irlandią Północną w eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA zremisowali 0:0, teraz porażka z Polską, jeśli 15 października nie poradzą sobie ze Słowenią, to będą mieli duże trudności z zajęciem pierwszego miejsca w grupie. Tymczasem na pierwszym miejscu wciąż jest Polska. Mecz z Czechami w wydaniu biało-czerwonych nie był może olśniewający, mieliśmy sporo szczęścia, bo na boisku nie było wyraźnego faworyta i wynik remisowy nie byłby niesprawiedliwy, ale podziwiałem konsekwencję i ogromną skuteczność w obronie. Paweł Brożek - mam nadzieję, że to będzie jedna z gwiazd eliminacji w naszej grupie, świetnie zagrali: Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Żewłakow, Dudka, jak zwykle dobrym duchem był Krzynówek, kóry w 43 minucie zastąpił kontuzjowanego Wawrzyniaka, ciężko pracowali Smolarek i Murawski. Czesi wystąpili bez kontuzjowanych zawodników, jak Polak czy Rosicky - ale też trzeba powiedzieć, że Baros jest w bardzo słabej formie, stąd ich ataki były bardzo chaotyczne.
Mam nadzieję, że 15 października wygramy ze Słowacją. Wydaje się, że Polska powinna ławto wyjść z grupy 3. Ale też wydaje mi się, że wciąż nie mamy mocnego zespołu, i myślę, że jest w tym sporo winy Leo Beenhakkera, który bez przerwy eksperymentuje ze składem wprowadzając coraz to nowych debiutantów. Raz lepszych, raz gorszych, jedną z najbardziej niezrozumiałych pomyłek jest dla mnie Roger, który nie potrafi utrzymać piłki, słabo dośrodkowuje, kopie piłkę przed siebie, byle do przodu - nie wiem, co Leo w nim widzi...
Komentarze (8) Skomentuj
Niedziela, 5 Października, 2008
Kabotyn Rotten
Disorder

Pisałem o kabotyństwie Rottena (vel Johna Lydona) przy okazji relacji z koncertu Sex Pistols w Gdyni na początku lipca br. Przy okazji moich złośliwych uwag o pozach i mimozach wokalisty Sex Pistols pojawiło się sporo komentarzy. Tymczasem kolega przysłał mi dzisiaj linka, do filmiku, który mnie absolutnie powalił. Obejrzyjcie sami jaki piękny Rotten, jak pięknie reklamuje angielskie masło :) Tu macie link.

Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Sobota, 4 Października, 2008
Zadyma w piłce
Disorder

Czy odbiorą nam prawa do Euro 2012 a nasze druzyny wycofają z rozgrywek europejskich? Będziemy wiedzieli w poniedziałek, 6. 10. UEFA grozi Polsce odebraniem prawa organizacji Euro jeśli do poniedziałku nie zostanie wycofany kurator PZPN, który swoją drogą znalazł się tam z powodu głupoty polityków. Z kolei FIFA zapowiada wykluczenie polskich reprezentacji oraz drużyn klubowych z wszelkich rozgrywek międzypaństwowych. Brawo. Trzeba było być skończonym idiotą by takich reakcji nie przewidzieć. Gówno mnie obchodzi polityka, ale wkurw mnie chwyta jak pyszałkowaci nadęci ignoranci wsadzają swoje brudne łapy tam, gdzie nie powinni. A nie powinni także we własnym zasranym politycznym interesie, bo jak nam odbiorą Euro, jak za tydzień Polska nie będzie mogła zagrać o punkty ze Słowacją i  Czechami, jak Lecha wycofają z pucharów to społeczne poparcie dla rządu spadnie na łeb na szyję - i to nie na chwilę, bo utraty szansy na Euro, szansy nie tylko sportowej, ale i cywilizacyjnej, Polacy nie wybaczą szybko. Niech durnie myślą jak do poniedziałku się z tej afery wyplątać.
A mi tylko kolejny raz pozostaje marna satysfakcja - ja na tych idiotów nie głosowałem! Tak samo jak na poprzednich i jeszcze poprzednich bo z zasady nie głosuję na nikogo. Ale co mam z tego prócz wątpliwej satysfakcją? Nic!

Komentarze (17) Skomentuj
Czwartek, 2 Października, 2008
Melodramatyczna Elegia
Disorder
Obejrzałem wreszcie film "Elegia", zrealizowany na podstawie jednej z moich ulubionych powieści, "Konającego zwierza" Philipa Rotha. Obejrzałem z mieszanymi uczuciami, bo z jednej strony film bez wątpienia oddaje treść książki, z drugiej - moim zdaniem nie oddaje klimatu. "Konające zwierzę" w boleśnie szczery sposób pokazuje rozterki starzejącego się mężczyzny, który "załapał" się nie tylko na erotyczną przygodę ze studentką, ale - jak się okazuje wbrew jego pragnieniom i woli - na wielką, beznadziejną miłość. Lęk przed porzuceniem miesza się z pożądaniem, lęk przed śmiesznością - z samozadowoleniem samca, to jednak lęki biorą górę nad namiętnością, a obłęd nad cynizmem. O tym wszystkim książka. Film tylko po części. Bo film nie ma dynamiki! Poczynając od doboru aktorów do głównych ról (łysy Ben Kingsley ze smutnymi oczami zbitego psa wybitnie nie pasuje do roli bohatera, Penelope Cruz... cóż, pomijając, że nie podoba mi się ta aktorka - w czym pewnie przynależę do męskiej mniejszości - to ona zupełnie pozbawiona jest w filmie pazurków, ot zapatrzona w sławnego krytyka cizia), przez bardzo stonowaną muzykę, po niemiłosiernie melodramatyczne sceny miłosne, momentami jako żywo przywołujące "Love Story" - wszystko to może piękne, ale do Rotha nie pasuje. Wściekły i obłąkany Kepesh powinien z furią walić w klawisze fortepianu, a nie spokojnie wygrywać suity, zabrakło namiętnego seksu, zabrakło dramatu - nawet zakończenie jest obrzydliwie ckliwe.
W tle tego filmu jest jednak bardzo widoczna wielka literatura, bo przecież rozmowy bohatera z przyjacielem, poetą, Goeorgem O'Hearnem to prawdziwa kopalnia cytatów obnażających męskie słabości. Są też znakomite zdjęcia, świetna gra światłem, co buduje nastrój może nie koniecznie dla scenariusza na podstawie powieści Rotha (pisarz nie był scenarzystą, swoją drogą ciekawe jak przyjął rolę Kingsleya, wszak bohater to po części alter ego samego Rotha - w wolnej chwili poszperam za wywiadami w Necie), ale wracając do zdjęć - zasługują na uznanie. W jakimś stopniu jest to jednak film wierny prozie, i film bardzo literacki. Mam z nim ten sam problem, co z "Faktotum" zrobionym na podstawie prozy Bukowskiego, bo w obu przypadkach w bliski mi świat wrzucono postaci "z innej bajki". Nie mniej "Elegię" polecam.
Komentarze (3) Skomentuj
Niedziela, 21 Września, 2008
Świecą medale, umrzemy w chwale...
Disorder
... tak jakoś chyba leciał kawałek Deutera. Mój śp. wujek był wybitnym sportowcem, a poza tym wojskowym. Miał w domu masę medali, jako dziecko lubiłem je oglądać, a on opowiadał mi za co, który dostał. Miał nawet jakiś medal olimpijski, a może kilka takich medali... Wiedzę o nich zabrał ze sobą na zawsze.
Przypomniał mi sie wujek, kiedy wręczano mi odznakę Zasłużony dla Kultury Polskiej. Miło jest być docenionym, choć wcale nie jestem pewien czy sobie na to zasłużyłem, ale też powiedzmy szczerze - medal ląduje gdzieś w szufladzie i porasta kurzem. Dostałem w życiu kilka medali i tak po prawdzie, to nawet nie wiem gdzie je mam, bo w szufladach jest potworny bałagan, a i przy kolejnych przeprowadzkach zawsze coś się zawieruszy, a dyplomy, medale, puchary i statuetki gubią się zwykle szybciej niż np. ulubione płyty czy książki. Poza tym myślę, że pomijając może osiągnięcia sportowe, to medale dostaje się z jakichś bliżej niewyjaśnionych powodów, nie koniecznie dlatego, że człowiek naprawdę na nie zasłużył. A zwłaszcza w dziedzinie kultury, gdzie ocena wartości czyjegoś dzieła jest sprawą względną. A twórca nie pracuje dla medali, lecz po pierwsze z własnej potrzeby, bo musi wyrazić SIEBIE, po drugie - dla odbiorcy. I najwyższym wyróżnieniem jest ciepłe przyjęcie jego dzieła właśnie przez odbiorców, w przypadku książek - zainteresowanie czytelników. A medal.. cóż, fajna rzecz, może w wolnej chwili pojadę pokazać go babci, na pewno będzie znów dumna z wnuczka :)
Komentarze (4) Skomentuj
Niedziela, 14 Września, 2008
We Lwowie
Disorder
Przez cztery dni gościłem we Lwowie podczas 15. targów książki "Book Forum" oraz jako gość 3. Międzynarodowego Festiwalu Literackiego. W festiwalu wzięło udział 180 autorów z 16 krajów, spotkania odbywały się głównie na scenach lwowskich teatrów, ja miałem spotkanie autorskie w Teatrze Woskriesinija, niedaleko Uniwersytetu, w jednej z pięknych secesyjnych kamienic. Czytałem po polsku fragmenty "Xenny" i "Melanży z Żyletką", a tłumaczka Bożena Antoniak przeczytała opowiadanie "Sylwia" we własnym przekładzie (tłumaczyła m.in. na ukraiński prozę Marka Krajewskiego). Przekład "Sylwii" ukazał się w towarzyszącej festiwalowi pięknie wydanej antologii.
Byłem zdziwiony, bo na spotkanie przyszło sporo osób. Ze mną swoje utwory czytał Andrzej Kokotiuch, autor ukraiński - prozaik i scenarzysta, nie rozumiem dobrze języka ukraińskiego, ale jego utwory musiały być zabawne, gdyż sala co chwila wybuchała śmiechem. A przede wszystkim świetnie potrafi czytać.
Festiwal był bardzo dobrze rozpropagowany, a same targi odwiedzała codziennie masa ludzi. Dla mnie była to także okazja do rozmów z ukraińskimi wydawcami i księgarzami, którzy mają dziś mniej więcej takie same problemy, jakie my mieliśmy 15 lat temu, kiedy książki trafiały do księgarń w komis, a głównym zmartwieniem wydawcy była egzekucja należności.
A pomijając sam festiwal, Lwów jest cudownym miastem i szkoda, że spacerowałem jego ulicami w deszczu, który przez te cztery dni z rzadka tylko ustępował. Chwilą zadumy nad historią miasta była przechadzka alejami Cmentarza Łyczakowskiego, mijałem groby Konopnickiej, Zapolskiej, Ordona... - Dużo tu Polaków, na cmentarzu - poklepał mnie po ramieniu młody Ukrainiec i poczęstował papierosem, razem pojechaliśmy tramwajem w stronę placu, na którym stoi najwspanialszy na świecie pomnik Adama Mickiewicza. Z placu z pomnikiem Mickiewicza szedłem ulicą Kopernika, minąłem Pałac Potockich, gmach Ossolineum, skręciłem w ulicę Słowackiego by dojść na mój wieczór autorski. Jak te ulice przyjemnie się nazywają. Więcej...
Komentarze (4) Skomentuj
Poniedziałek, 8 Września, 2008
Ptak nakręcacz
Disorder
Przeczytałem właśnie "Kronikę ptaka nakręcacza" Murakamiego, książkę dość starą, ale jakoś nie miałem wcześniej czasu po nią sięgnąć... I cóż, to jest właśnie to, co sam chciałem napisać. I teraz jestem w rozterce, zacząłem kolejny raz od początku pisać moją opowieść "We śnie", coraz bardziej jednak przekonany, że nic to nie da. Murakami przedstawił przenikające się światy - snów, podświadomości, reminiscencji i aktualnych wydarzeń, to wszystko świetnie zmiksowane, z klarownie poprowadzoną fabułą (co mi się nijak nie udawało, powstawały zlepki porozrywanych scen), silnie nacechowane emocjami, z wyrazistymi postaciami. Jednocześnie czytelnik do końca nie wie gdzie w "Ptaku nakręcaczu" przebiega granica pomiędzy snem a rojeniami, wyczuwa ją - tak samo jak bohater - jedynie intuicyjnie, bo tej jasnej granicy nie ma... Tak jak na codzień nie ma jasnej granicy pomiędzy naszymi snami a zdarzeniami, pomiędzy wspomnieniami a rzeczywistością, lękami a pragnieniami. Polecam, to najlepsza książka Murakamiego, książka, której mu bardzo zazdroszczę. 
Komentarze (5) Skomentuj
Środa, 27 Sierpnia, 2008
Bezkarność mocarstw
Disorder
To, co Rosjanie wyprawiają od kilku tygodni w Gruzji, napawa świat nie tylko niesmakiem, ale i słusznym niepokojem. Ignorancja rosyjskiego prezydenta, straszącego nową zimną wojną, prawdopodobnie obróci sie przeciwko Rosji, a politycznym efektem będzie m.in. wzrost wydatków na zbrojenia w USA i większa izolacja Rosji na międzynarodowej arenie. Najgorsze jest jednak to, że tak na prawdę świat nic nie może zrobić, poza niewiele znaczącymi gestami politycznymi (mimo wszystko, wielkie brawa dla władz Ukrainy za odważną solidarność z Gruzją). Tak samo świat jest bezradny, gdy Stany Zjednoczone uprawiają imperialną politykę międzynarodową gwałcąc suwerenność granic i narodów w imię własnych partykularnych interesów - strategicznych i gospodarczych.
Nie wiele można, gdyż nikt nie chce być w otwartym konflikcie z mocarstwem (dotyczy to obecnie także Chin, które są potęgą porównywalną z Rosją). Nie jestem specjalistą w sprawach konfliktów międzynarodowych, nie trzeba być jednak ekspertem by wiedzieć, że Gruzini nie są bez grzechu, jednakże Rosja zachowuje się jak typowy imperator, który w granicach swoich wpływów chce "dzielić i rządzić". Niestety, obawiam się, że nikt i nic jej nie powstrzyma, a Gruzja będzie musiała pogodzić się z utratą Abchazji i Osetii Południowej (wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, że oderwanie Osetii oznacza niekończący się konflikt, falę terroru na skalę konfliktu Pakistan-Izrael). Niezależnie od naszej bezradności, powinniśmy jednak - mam tu na myśli społeczność międzynarodową - głośno krzyczeć NIE, bo przecież taki sam los może spotkać niedługo Białoruś... a przecież i o odebraniu Ukrainie Krymu słyszymy coraz częściej. Wydawałoby się, że przykład Jugosławii pokazał światu, że czasem lepiej jest się trwale rozdzielić w imię pokoju i poszanowania praw drugiego narodu, a przykład Unii Europejskiej powinien być dla wszystkich rządów doskonałą lekcją budowania stabilnej jedności z poszanowaniem niezależności i inności. Władcom Kremla, jak i Waszyngtonu, jak i Pekinu, zajmie jednak jeszcze z pewnością wiele lat, zanim zrozumieją, że gwałt rodzi odwet. Jak to trafnie ujął zmarły w ubiegłym roku wybitny francuski filozof Jean Baudrillard: Terror rodzi terror. (...) Kiedy siła rośnie w siłę, nasila się także wola jej zniszczenia. I siła ta jest współwinna własnego zniszczenia ("Duch terroryzmu", Warszawa 2005). Niestety, ignorancja takich ludzi jak prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew niesie za sobą konsekwencje dla całego świata, który staje się mniej stabilny. Znów w wyniku zamachów terrorystycznych ginąć będą niwinni ludzie.
Komentarze (6) Skomentuj
Wtorek, 12 Sierpnia, 2008
Moja ignorancja
Disorder
Rosjanie bombardują gruzińskie miasta, w Chinach gospodarze zbierają jeden złoty medal za drugim, a mi właśnie jeden z Czytelników uświadomił, że chyba od dwóch miesięcy nie włączałem telewizora. Gazety nie czytałem jeszcze dłużej, do szczęścia w zupełności wystarcza mi serwis E-Prasa, w którym kilka lat temu wykupiłem abonament, i który codziennie dostarcza mi na skrzynkę pocztową około 50 artykułów z różnych gazet, wyłącznie na interesujące mnie tematy. Te tematy obracają się jednak wokół książek i literatury, a nie wokół wojen czy dajmy na to lekkoatletyki, więc czasem uzupełniam wiedzę przeglądając serwis wiadomości portalu Interia i strony internetowe "Rzeczpospolitej" (przez sentyment bo przez ponad 10 lat tam pracowałem). I oczywiście żal mi Gruzinów, oczywiście kibicuję Otylii Jędrzejczak, piłkarzom ręcznym i polskim siatkarzom, ale też prawda jest taka, że w gruncie rzeczy niewiele mnie to wszystko obchodzi, odkąd wróciłem z Albanii nie odrywam niemal nosa od monitora komputera, z narastającym poczuciem, że czas ucieka, a jest tak dużo do zrobienia. Zbyt dużo, bym mógł sobie pozwolić na śledzenie relacji z Tbilisi czy Pekinu. Życie bez wiadomości jest takie lekkie i przyjemne :) Życie ignoranta jest takie...
Komentarze (6) Skomentuj
Sobota, 9 Sierpnia, 2008
Kartka z Albanii (6)
Disorder
Ostatnia już kartka, więcej przeczytacie jak napiszę do przewodnika Pascala. Odwiedziłem w Albanii 49 miast i wiosek, przejechałem ten kraj wzdłuż i wszerz, w ostatniej kartce napiszę, co jest najbardziej warte zobaczenia oraz kilka słów o tym, co warto konsumować. Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Sobota, 9 Sierpnia, 2008
Kartka z Albanii (5)
Disorder
Napisałem o pięknej dziewiczej przyrodzie w Albanii, teraz trochę o ludziach. Równie nieskażonych jak górskie ostępy. To zaskakujące, że lata krwawego reżimu, który przecież dopiero co się skończył, nie zniszczyły w tych ludziach pogody ducha i życzliwości. Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Piątek, 8 Sierpnia, 2008
Kartka z Albanii (4)
Disorder
Albania to wciąż niemal dziewiczy kraj, bez wątpienia ostatnia taka enklawa spokoju w Europie. Puste plaże, niemal puste drogi, brak problemów z noclegiem nawet w najpiękniejszych nadmorskich miejscowościach, gdyż turystyka jeszcze się tu nie rozwinęła. Myślę, że to kwestia dwóch, trzech lat i Albania stanie się takim samym kurortem, jakim jest Chorwacja, a wtedy kraj ten straci swój niezwykły, dziewiczy urok.
Jedynym mankamentem są wszechobecne śmieci... Albańczycy to potworni śmieciarze, rzucają butelki, puszki i papiery gdzie popadnie, także do morza. W rezultacie można trafić na dziewiczą plażę pełną śmieci, które przyniosły na brzeg fale. Okropny widok! Więcej...
Komentarze (1) Skomentuj
Środa, 6 Sierpnia, 2008
Kartka z Albanii (3)
Disorder
Zmarły w 1985 roku Enwer Hodża był nie tylko najdłużej sprawującym władzę przywódcą komunistycznego państwa, ale też niewątpliwie najbardziej obłąkanym. Odizolował Albanię od całego świata (przez długi czas była w jednym blosku z Chinami - do dziś widać np. jeżdżące po wiejskich drogach traktory z wymalowanymi chińskimi literami), zakazał posiadania samochodów (w rezultacie nie rozwinęłą się sieć dróg, do dziś wiele dróg nie jest pokrytych asfaltem), wyburzył zabytki, nakazał natomiast budowę miliona bunkrów, co było nie małą inwestycją, zważywszy, że koszt budowy jednego z nich był porównywalny do budowy dwupokojowego mieszkania. Więcej...
Skomentuj
Czwartek, 31 Lipca, 2008
Kartka z Albanii (2)
Disorder

Tirana – jedna z najbrzydszych europejskich stolic, brzydszy jest chyba tylko Erewań, ale można się spierać czy to Europa czy już Azja. Mieszanka socrealistycznego monumentalizmu, nowoczesnych biurowców najczęściej należących do zachodnich banków (np. Raiffeisen) i samowolki budowlanej wzniesionej przez biednych mieszkańców. Architektoniczny chaos.

Więcej...
Skomentuj
Piątek, 25 Lipca, 2008
Kartka z Albanii (1)
Disorder
Dojazd do Albanii zajął mi prawie trzy dni, jednak to kawał drogi! Pierwszą noc spędziłem na Węgrzech, drugą w Serbii, potem przebiłem się przez góry Czarnogóry (potwornie męcząca trasa) i dojechałem do Szkodry w Albanii. Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Niedziela, 20 Lipca, 2008
Wybrałem Olsi zamiast Jarocina
Disorder
W tym roku zamiast na festiwal do Jarocina, pojechałem do Olsi, w Czechach, niedaleko miasta Tabor, jakieś 750 km od Warszawy... I warto było :)
Czeskie festiwale są zupełnie inaczej organizowane niż nasze. Przede wszystkim ochrona jest po to by chronić imprezę, a nie zatruwać ludziom życie. W Polsce nie mogę wejść na koncert w skórze, bo ma ćwieki, no chyba, że koncert jest na skłocie... W Czechach nikomu nie przeszkadzała nawet obroża z ostrymi jak gwoździe ćwiekami. Nikt niczego nie zabrania, bo i nie trzeba - ludzie wiedzą jak się bawić i z natury jakoś nie robią bydła. Zabawne sytuacje miały miejsce pod sceną, gdy ktoś z tłumu wdzierał się na scenę by przez chwilę pobyć w bliskości zespołu, ochroniarze z uśmiechem od ucha do ucha zdejmowali go, czasem przybijali z delikwentem piątkę i zabawa trwała w najlepsze dalej. Dodajmy, że rzecz miała miejsce poza jakimkolwiek miastem, Olsi to biwak, pole namiotowe było za darmo, na miejscu gastronomia, na miejscu dystrybucja wszystkiego, czego punkowa dusza zapragnie... przyczepić się można jedynie o brak pryszniców.
A festiwal, cóż, absolutna rewelacja. Kapele z czołówki scen punk, ska i rockabilly plus trochę reggae i trochę HC. Powiem tylko, że zagrali m.in. Vice Squad, Subhumans i Citizen Fish oraz z 50 innych kapel (w tym ciepło przyjęta Paprika Korps z Polski), było pięć scen, na każdej wykop przez blisko 12 godzin. Świetnie nagłośnione, zero obsów z czasem, wieczorem efekty świetlne. Hm, Jarocin niech sobie umiera, ja od tego roku mam zamiar być stałym bywalcem festiwalu Mighty Sounds w Olsi. To była czwarta edycja. Festiwal trwa trzy dni. Więcej...
Komentarze (3) Skomentuj
Wtorek, 15 Lipca, 2008
Wieczór z Lou Reedem
Disorder
Sala Kongresowa, parter, rząd 16, miejsce 31. Jak w teatrze. Panowie w garniturach, panie w sukniach (czy tam kostiumach; co za głupia nazwa na kreację), bo dla wielu Sala Kongresowa to przecież jak Teatr Wielki, zwłaszcza, że w teatrze nigdy nie byli, a teraz mają okazję. A Lou Reed ze swoim wielkim zespołem rzeczywiście dał przedstawienie. Oglądałem je z mieszanymi uczuciami. Wykonywany przez Lou Reeda „Berlin” to jedna z moich ulubionych płyt, ale też z żalem myślałem sobie, że wolałbym tego pełnego charyzmy barda, świetnego kompozytora, słuchać ponad 35 lat temu, kiedy grał z Doug i Billy Yule'ami oraz Sterlingiem Morrisonem w klubie Max's Kansas City. Bardziej by tam pasował.  Więcej...
Komentarze (5) Skomentuj
Poniedziałek, 7 Lipca, 2008
Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
Disorder
Wielkie rozczarowanie, tak bym w skrócie opisał występ Sex Pistols w Gdyni. Choć zasadniczo tego można się było spodziewać po występie na festiwalu Open'er, to jednak wracałem długą drogą do namiotu zniesmaczony... i dotąd mi nie przeszło. A najgorsze jest to, że zagrali bardzo fajnie, tyle, że patrząc na kabotyńskie gesty i miny Rottena i na znudzenie zdziadziałych pozstałych członków zespołu, doszedłem do bardzo smutnego wniosku, że punk umiera, skoro jego ikoną są żałośni kabotyni grający na festiwalu dla złotej polskiej młodzieży i dla rodziców, bo akurat w namiocie, w kórym grało Sex Pistols średnia wieku w tłumie to było jakieś 40 lat. Więcej...
Komentarze (20) Skomentuj
Czwartek, 3 Lipca, 2008
Wodospady (kartka z Chorwacji 6 - ostatnia)
Disorder
Chorwacja ma osiem parków narodowych, z czego trzy znajdują się na wyspach. W drodze powrotnej do Polski miałem możliwość obejrzenia dwóch - ulokowanych w niedużej odległości od autostrady łączącej Split z Zagrzebiem. Obydwa pełne są wodospadów, jeden jest parkiem powstałym wokół rzeki Krka, drugi - wokół jezior Plitwickich. Więcej...
Skomentuj
Poniedziałek, 30 Czerwca, 2008
To były dziwne mistrzostwa
Disorder
Niemcy nie zdobyli złota, jak typowałem przed Mistrzostwami, ale byli blisko. Hiszpanii medal się należał bo od pierwszego do ostatniego meczu grali ofensywnie i widowiskowo. Dla mnie największą niespodzianką była Turcja, z którą mecze przypominały dobry thriller - w ostatniej chwili mieliśmy najmniej spodziewane zwroty akcji:) Na pewno niespodzianką była też Rosja, bo przecież ich wygrana ze wspaniale przygotowanymi Holendrami to nie lada sensacja. Świetnie zapowiadali się Chorwaci, ale Allah miał Turków w opiece i nieoczekiwanie odpadli. Zatem było dużo goli, dużo niespodzianek, grano ofensywnie, jak zwykle niedopisali natomiast sędziowie wypaczając wyniki wielu meczy, w tym także meczu Polska-Austria. Polacy rozczarowali, ale można się pocieszać, że rozczarowali też Francuzi, Włosi czy Szwedzi. Dziwne były te Mistrzostwa Europy, ale emocji nie brakowało, a to najważniejsze. I cieszy, że Hiszpania wreszcie przemogła niemoc i sięgnęła po złoto!
Komentarze (2) Skomentuj
Sobota, 28 Czerwca, 2008
Kosmopolityczna mieszanka (kartka z Chorwacji 5)
Disorder
Nadmorski Split jest niezwykłym miastem, niemal cała stara część to wspaniałe rzymskie pozostałości po dawnym ogromnym warownym pałacu cesarza Dioklecjana, który sam w sobie był jakby miastem – z portem, koszarami, świątynią Jupitera, komnatami władcy, wielkimi podziemnymi spichlerzami, murami obronnymi i potężnymi basztami. Więcej...
Skomentuj
Piątek, 27 Czerwca, 2008
Nie będzie pojednania (kartka z Bośni 4)
Disorder
Tym razem kartka z Bośni, muzułmańskiego kraju w sercu Europy. Bośniacy najboleśniej doświadczyli wojny z początku lat 90. XX wieku, dostali łupnia zarówno od Serbów, jak i od Chorwatów, a i obecnie kraj ten tylko w niewielkim stopniu jest suwerenny, gdyż na szczeblu lokalnym na południu rządzą znienawidzeni Chorwaci, a na północy równie nie lubiani Serbowie. Naród ten żyje w ciągłej niepewności jutra, w strachu o dom i rodzinę, wciąż narażony na szykany i chuligańskie zaczepki, otoczony przez nacjonalistów, którzy nie wiedzą, co to tolerancja. Więcej...
Skomentuj
Czwartek, 26 Czerwca, 2008
Z półwyspu na wyspy (kartka z Chorwacji 3)
Disorder
Do Chorwacji należy 1187 wysp. Niemalże nie ma takiego miejsca na stałym lądzie, z którego widać by było otwarte morze, wszędzie są zatoki i cieśniny pomiędzy lądem a wyspami. Największe wyspy to: Krk, Cres, Brać, Hvar i Korczula. Na każdej z nich uprawia się winne grona i wytwarza znakomite wina, przede wszystkim czerwony wytrawny dingac i deserowy prosek, który w zależności od winnicy ma różny smak i kolor, dla mnie jest absolutnie znakomity, coś między dobrym tokajem a cherez. Więcej...
Komentarze (3) Skomentuj
Środa, 25 Czerwca, 2008
Co za mecz...
Disorder
Mecz Niemcy-Turcja obejrzałem w knajpie na terenie Bośni. Oczywiście cieszę się, że Niemcy wygrali, choć trzeba przyznać, że Turcja miała przewagę. Ale nie bedę pisał o samym meczu, lecz o atmosferze w lokalu. Połowę sali zajmowali kibice Niemiec – Chorwaci – połowę kibice Turcji, Bośniacy. Od początku było dość agresywnie pomiędzy obydwoma stronami baru. Gwizdy i walenie kuflami o blat. Transmisja co jakiś czas się rwała, nadawana przez chorwacką stację HRV3, np. nie pokazano drugiego gola dla Niemców strzelonego przez Klose. Po drugim golu dla Turków, wyrównującym, kibice bośniaccy poderwali się w radości. Ktoś podszedł i rozbił cieszącemu się kibicowi Turcji butelkę po piwie na głowie. Zaraz jedni na drugich skoczyli z pięściami. Mecz oglądali także policjanci – z pistoletami przy pasie popijali piwo. Znudzeni odepchnęli zwaśnione strony i… wyrzucili z knajpy czlowieka z zakrwawioną głową, pozostawiając w spokoju agresora. Potem policjanci spokojnie usiedli, dalej popijąc piwko. Facet, który rozbił komuś na głowie butelkę też spokojnie usiadł i oglądał mecz rozradowany. Taka to sprawiedliwość. Turków trochę mi żal, bo rozegrali swój najlepszy mecz na mistrzostwach. Niemcy byli przerażająco słabi… I jak zwykle wygrali. Pewnie będą mistrzami. Na nich stawiałem jakby nie było...
Skomentuj
Środa, 25 Czerwca, 2008
Zbombardowane piękno (kartka z Chorwacji 2)
Disorder
Drugi odcinek relacji z Chorwacji i obiecana kartka z Dubrownika, słusznie nazywanego „perłą Adriatryku”. Trudno się nie zachwycić, bo choć miasto jest niewielkie i wcale nie ma tam wielu wysokiej klasy zabytków, to samo w sobie stanowi niezwykły kompleks średniowiecznej architektury. Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Wtorek, 24 Czerwca, 2008
Naznaczeni (kartka z Chorwacji 1)
Disorder

Z nieba leje się żar, jest chyba ze 40 stopni, lekki wiaterek nazywany przez Chorwatów „jugo” nie wiele pomaga, zwłaszcza że większość czasu spędzam albo w samochodzie, albo zwiedzając miasta, choć do plaż Adriatyku mam bardzo blisko. Nie lubię jednak zgiełku turystycznych kurortów, w których miejscowa ludność patrzy na obcego przybysza jak na dojną krowę, czy może raczej jak na wypchany dolarami (czy tam euro) portfel.

Więcej...
Komentarze (2) Skomentuj
Poniedziałek, 23 Czerwca, 2008
Beznamiętność
Disorder
Oglądam mecz Hiszpania-Włochy i dziwię się, co on taki nudny. Niby są sytuacje podbramkowe, ale jakieś chyba nieudolne. Zaraz, przyglądam się uważniej wiszącemu w barze w Zagrzebiu plazmowemu ekranowi, przecież Casillas cudem obronił ten strzał… Zrozumiałem jak ważny jest sposób prowadzenia relacji sportowej. Chorwacki komentator ograniczał się do wymieniania nazwisk: Alonso-Senna-Villa, Buffon zaczyna od bramki. Chorwaci w barze równie beznamiętnie śledzą mecz, popijając piwo ożujsko. A przecież piłka nożna w tym kraju to nieomal świętość, trener narodowej reprezentacji  Slaven Bilić jest bohaterem większości telewizyjnych reklam. No i jak wszystkie bałkańskie narody potrafią się świetnie bawić – śpiewają, tańczą, klaszczą w dłonie, obficie gestykulują. Mecz obejrzałem bez emocji słuchając bezlitośnie beznamiętnego komentatora, którego nie poruszyły nawet rzuty karne, a zwycięstwo Hiszpanii skwitował krótko: – Należało im się, bo Casillas lepiej bronił. No tak, racja, komentarzy znudzonych „fachowców” już nie słuchałem, wybiegłem na ulicę, drzeć się w niebogłosy „Viva Espania”!
Swoją drogą nie takie całkiem bez sensu są te mistrzostwa. Włosi za burtą!
Komentarze (2) Skomentuj
Niedziela, 22 Czerwca, 2008
Co jest grane?
Disorder
Nie oglądałem meczu Rosja-Holandia. I moje szczęście. Słuchałem jednak transmisji w austriackim radio, jadąc w nocy w kierunku granicy ze Słowenią. Drei zu eins. Komentator chwalił Rosjan. A przecież Holandia miała być pewniakiem. Co jest grane? Co to za Mistrzostwa? Teraz jestem w Zagrzebiu, zmęczony jak pies, ale pójdę wieczorem do knajpy obejrzeć mecz Włochy-Hiszpania. Z nadzieją, że chociaż jedna drużyna grająca ładny futbol przejdzie do półfinału. Ale pewnie znów się rozczaruję, ładny futbol przegrywa... z kunktatorstwem.
Komentarze (1) Skomentuj
Piątek, 20 Czerwca, 2008
Przerwa z Grabażem
Disorder
Od meczów można odreagować... czytając poezje Grabaża. Właśnie ukazał się zbiór jego wierszy w wydawnictwie Lampa.
Tom obejmujący wszystkie piosenki lidera Pidżamy Porno i Strachów na Lachy, jest tego coś ponad sto utworów. Niektóre teksty bronią się bez muzyki, ale czy to są wiersze? Są to świetne piosenki, Grabaż jest najlepszym polskim tekściarzem rockowym, ale jak to piosenki – mają swój rym, rytm, zwrotki, powtórzenia, a przede wszystkim pisane są tak, by nabierały ekspresji zaśpiewane, a nie na papierze. Zbiór obejmuje teksty pisane w latach 1983-2008 (ostatni tekst, napisany po trzyletniej przerwie, jest jednak słabiutki). Właściwie wszystkie teksty zachowują aktualność, nawet gdy Grabaż pisze o polityce, to dotyka problemów uniwersalnych, jak choćby wolności lub przemocy. Ale najlepsze są liryki o zabarwieniu erotycznym, strasznie lubię te czasem rubaszne, a czasem bardzo delikatne, nastrojowe metafory Grabaża i tę intymność zamkniętą w kilku prostych słowach, rozpisaną jakby na dwa głosy. Poza tym „nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości” jak Grabaż.
Na okładce książki czytamy, że „tom gromadzi teksty wszystkich autorskich piosenek w nowym, zmodyfikowanym zapisie”. Przygotowujący redakcję Paweł Dunin Wąsowicz mógł jednak powycinać te powtarzające się wersy, jak choćby w piosence (zresztą znakomitej) „Zaczarowany dzwon”, gdzie czternaście razy powtarza się dźwięczny, acz mało treściwy wers: „bida bida dą bida dą bi dą”. Tu jeszcze można to tłumaczyć ową polifonicznością dzwonu, ale sześć razy powtórzone „ja mam nabitą faję” w piosence „Cygański zajeb” na papierze wygląda tak, jakby po wypaleniu zawartości faji autor się zawiesił i mamrotał pod nosem to samo na okrągło.
Skomentuj
Piątek, 20 Czerwca, 2008
Emocje po 119 minutach nudy
Disorder
Przez 119 minut nic się nie działo, oglądaliśmy cień Chorwacji ze zwycięskiego meczu z Niemcami. A potem minuta radości Chorwatów i nieoczekiwany gol Turków w 122 minucie, kiedy mecz powinien był się już skończyć. Niebywałe. Przegrali w karnych. Żal mi bardzo, ale w końcu nie pokazali w meczu z Turcją niczego, co by ich kwalifikowało do półfinału. A Turcja... cóż grają jak Grecy cztery lata temu - nudno, zachowawczo, ale konsekwentnie i - jak widać - nad wyraz skutecznie wygrywając w ostatnich minutach lub w karnych. Smutno mi, zwłaszcza że jutro rano wyjeżdżam na Chorwację i myślałem, że półfinał będę oglądał gdzieś w Splicie w knajpce z miejscowymi kibicami. Szkoda, szkoda, szkoda, i jeszcze trenera Chorwatów mi szkoda, ech sport.
Skomentuj
Czwartek, 19 Czerwca, 2008
A jednak Niemcy!
Disorder

Wygrana Niemców wcale mnie nie zdziwiła, to drużyna turniejowa, tak jak Włosi i z meczu na mecz będą grali coraz lepiej. Jakiś idiota układał harmonogram spotkań, przez co wielce prawdopodobne jest, że w półfinale Niemcy znów trafią na Chorwację - szkoda, bo tym razem Niemcy myślę, że wygrają. Mecz stał na wysokim poziomie, być może nie zakończyłby się porażką Prtugalczyków, którzy wcale nie byli gorsi, ale myślę, że przekleństwem tej drużyny jest jej zniewieściały lider, fryzjerczyk Christiano R. Gdyby zamiast tego maminsynka od początku meczu zagrał rewelacyjny Nani, to kto wie. Ale, że stawiam uparcie na Niemców, to mnie wynik 3:2 wcale nie zmartwił. Szkoda tylko, że mój imiennik nie strzelił czwartej na Euro 2008 bramki. Jutro gra Chorwacja, a ja pojutrze rano wyjeżdżam właśnie w kierunku Chorwacji, i pewnie będę mieszał komentarze z Euro z kartkami z podróży, a może w ogóle nie będę nic pisał, bo nie wiem jak będzie z dostępem do netu.

Komentarze (2) Skomentuj
Czwartek, 19 Czerwca, 2008
Jezu jak się cieszę :)
Disorder
Rosja wygrała ze Szwecją, co tam, Rosja zmiażdżyła Szwecję, bo przecież gdyby byli trochę bardziej skuteczni, to by się na 2:0 nie skończyło. Nie jestem bynajmniej fanem gry Rosjan, bo to zespół nierówny, nieskuteczny, grający nudną piłkę, ale cieszę się jak głupi, że Szwedzi odpali. Bo kto w Polsce lubi Szwedów? (chodzi mi o piłkarzy, nie naród), przecież oni tyle razy dawali nam łupnia, w dodatku zwykle przez nich w ostatnich latach odpadaliśmy w eliminacjach czy to do Mistrzostw Świata, czy to Mistrzostw Europy. Szwecja w grupie, oznaczało porażkę. A tutaj proszę, słaba w sumie Rosja, nie grająca wcale lepiej od Polski, wygrywa. Można jak widać, a też mają Holendra na ławce trenerskiej :)
Rezerwowy skład Hiszpanii wygrał z Grecją, ale tego meczu nie oglądałem. Teraz wszystko już jasne, a przed nami pasjonujące ćwierćfinały.
Komentarze (2) Skomentuj
Wtorek, 17 Czerwca, 2008
Do dupy te mistrzostwa :(
Disorder
Włosi znowu wygrali, choć są beznadziejni, tyle, że Francuzi jeszcze gorsi. Wcale mi się to nie podoba. Szkoda, że Rumunia nie dała rady rezerwom holenderskim. Niesamowicie gra ta Holandia! A mistrzostwo pewnie i tak zdobędą Włosi, już przestałem stawiać na Niemców, przestałem stawiać na kogokolwiek, kibicować będę Holandii, ale futbol nie jest sprawiedliwy, więc pewnie Holandia mistrzostw nie wygra. Do dupy te mistrzostwa :(
Komentarze (3) Skomentuj
Poniedziałek, 16 Czerwca, 2008
Cudów nie było
Disorder
Wiarygodność Leo spadła na tyle, że specjaliści od reklamy nie chcą go więcej pokazywać. Nikt mu nie uwierzy, że Tyskie to najlepsze piwo, wszak opowiadał, że Polska jest najlepszą drużyną i co? Ale tak to już u nas jest, potrafimy tylko gadać... czasem to jest holenderskie gadanie :/ Zagraliśmy beznadziejnie z rezerwowymi Chorwacji, zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie, zdobyliśmy jedną bramkę i jeden punkt - gorzej niż na ostatnim Mundialu. Obciach i tyle, angielscy bukmacherzy mieli rację nie dając nam najmniejszych szans. Kompletnym brakiem realizmu były zapewnienia o medalach. Prawda okazała się być okrutna. Jedyną mocną stroną był Artur Boruc, to dzięki niemu wpuściliśmy cztery, a nie dziesięć goli.
Austria przegrała z Niemcami po bramce Ballacka, a więc nie był to wieczór cudów. Nadal obstawiam, że Niemcy zdobędą mistrzostwo, Portugalia nie wydaje się być przeszkodą nie do sforsowania.
Jutro mecz Francja-Włochy - duże emocje, bo tu nic nie jest pewne.
Komentarze (4) Skomentuj
Niedziela, 15 Czerwca, 2008
Niewiarygodne!
Disorder
To, że Portugalia przegrała ze Szwajcarią 0:2, to nie ma znaczenia. Zagrali rezerwowym składem i przegrali na własne życzenie. I nic im to nie robi, i tak z pierwszego miejsca wychodzą z grupy. Ale to, co zrobili Czesi, to jest obraza dla kibiców. Też przegrali na własne życzenie, tyle, że dla nich to powrót do domu. Pomijam błedy Czecha, każdemu może się przytrafić gorszy dzień, ale oni przecież po strzeleniu drugiego gola zupełnie odpuścili mecz! I nawet w sytuacji gdy już przegrywali, a chuligańskiego bramkarza Turcji zastąpił zawodnik z pola, nie wykazali nawet chęci by przeprowadzić szybką akcję, dającą im nadzieję na rzuty karne i awans. Dzień wstydu dla czeskiej piłki.
Swoją drogą dzisiejsze mecze pokazały, że wszystko jest w futbolu możliwe, także i to, że jutro Austria wygra z Niemcami, a Polska wysoko wygra z Chorwacją. Wszystko jest możliwe, ale nie wierzę, że się zdarzy.
Komentarze (1) Skomentuj
Niedziela, 15 Czerwca, 2008
Viva Espania!
Disorder
David Villa strzelił swojego czwartego gola na tych Mistrzostwach i jak na razie jest królem strzelców. Ale cóż to był za gol! Po pięknej indywidualnej akcji, rajdzie przez pół boiska, w 92 minucie, na wagę zwycięstwa. Jak widać można wygrywać uczciwie, bez pomocy sędziego, choć swoją drogą wyjątkowo dużo meczy na boiskach Austrii i Szwajcarii rozstrzyga się w doliczonym czasie. Tak czy inaczej, bardzo mnie zwycięstwo Hiszpanii ucieszyło.
Drugi mecz oglądałem całkiem obojętnie, nie kibicując ani Rosji, ani Grecji, taktując obydwie te drużyny jako dostarczycieli punktów dla Hiszpanii i Szwecji. Nie mniej, Rosja zagrała zupełnie przyzwoity mecz, brakuje im tylko skuteczności. Jeśli będą tak waleczni w meczu ze Szwecją, to może nawet uda im się zremisować, co wprawdzie i tak da Szwedom awans, ale może będziemy mieli ciekawe widowisko.
Komentarze (3) Skomentuj
Piątek, 13 Czerwca, 2008
Wspaniała Holandia
Disorder
Holandia-Francja, jak na razie najlepszy mecz tych mistrzostw, pięć bramek, cztery dla Holandii, ale przecież groźnych akcji było bardzo wiele, i to w wykonaniu obydwu drużyn. Nikt tu się nie bronił, nikt nie grał kunktatorsko, Holendrzy, kiedy wygrywali już 3:1 nie oglądali się na zegarek, nie robili zbolałych min, nie udawali, że zostali sfaulowani, grali z uśmiechem, z radością i w nagrodę w 92 minucie dostali czwartego gola. Francja wprawdzie nie zasłużyła sobie na taki nokaut, bo nie pamiętam już meczu, w którym koledzy Henry'ego zagrali by tak dobrze, tak ambitnie, tak agresywnie (zagadką jest dla mnie jedynie Gomis, on się w ogóle nie rusza, stoi bez sensu w polu karnym, czeka aż ktoś do niego poda, a nikt do niego nie podaje...). Holandia to absolutna rewelacja!
Z większymi emocjami oglądałem jednak wcześniejszy mecz, Rumunia-Włochy, z nadzieją, że Rumunia wygra. I niewiele brakowało, gdyby Mutu wykorzystał karnego... Swoją drogą ten karny był tak samo wyssany z palca jak karny podyktowany wczoraj dla Austriaków w meczu z Polską. No i jakiż los jest niesprawiedliwy, co? Dlaczego ten cholerny Buffon wybronił karnego, nie mógł los dać tego szczęścia wczoraj Borucowi? Teraz o tym, kto wyjdzie z Grupy C zadecyduje mecz Francja-Włochy... Chyba, że Holendrzy sprezentują awans Rumunom, wcale bym się tak bardzo nie zdziwił. Jeśli w ostatnich grupowych meczach Rumunia wygra z Holandią, to obie te drużyny awansują, niezależnie już od wyniku meczu Francja-Włochy.
Aha, jeszcze na marginesie jakże irytujących zapewnień przed Mistrzostwami, jacy to nie jesteśmy silni i jakież to medale na nas czekają. Przeglądałem dziś notowania bukmacherów sprzed Mistrzostw - za złoty medal dla Polski płacono 66:1. Nasze szanse oceniono na przedostatnim miejscu ze wszystkich grających na ME drużyn. Oto jak się mają oceny fachowców do miraży i przerośniętych ambicji.
Komentarze (2) Skomentuj
Czwartek, 12 Czerwca, 2008
Chamstwo!!!
Disorder

Skandal, inaczej nie da się określić zachowania sędziego dyktującego w doliczonym czasie karnego dla Austrii. W dodatku przecież ten karny nic Austriakom nie dawał, prócz ewentualnej satysfakcji. Remis praktycznie i dla nas, i dla Austrii oznacza pożegnanie z Mistrzostwami. Szkoda, że na takiej rangi imprezach kolejny raz sędziowie psują sportową rywalizację. Boruc był wspaniały, a zwycięstwo nam się należało, zwłaszcza po tym jak przetrwaliśmy 30 minutowe tornado na początku meczu. Ale skoro Austriacy nie potrafili strzelić gola z akcji, to sędzia najwyraźniej musiał im pomóc.
Teraz jedyna nadzieja w tym, że równie nieuczciwy sędzia poprowadzi mecz Austria-Niemcy, a Polska wygra z Chorwacją. Czy w to wierzę? Nie, nie wierzę.

Komentarze (4) Skomentuj
strona: 1 | 2 | 3 | 4 | następna >>
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2