„Złam prawo” to tytuł najnowszej, ukończonej już, powieści Łukasza Gołębiewskiego, która w księgarniach pojawi się w styczniu 2010 roku. 1981 rok, w niewyjaśnionych okolicznościach ginie dwóch nastolatków. Dwadzieścia pięć lat później ich dawny przyjaciel niechcący trafia na trop mordercy. Miłość, zbrodnia, duża dawka erotyki, a wszystko osadzone w dobrze znanych polskich realiach. „Z bohaterem Gołębiewskiego spotykam się już nie po raz pierwszy i nie kryję, że lubię faceta: wiecznie zbuntowanego Piotrusia Pana, kochanka małolatek, gorzały i punk rocka. A w tej powieści pojawia się jeszcze dodatkowo mroczna zbrodnia jakby rodem z psychologicznego thrillera czy wręcz „Hostelu” albo „Piły”. Polecam, lojalnie uprzedzając czytelnika, że wrażenia będą mocne; zresztą czytelnik Gołębiewskiego na pewno beze mnie to wie” – napisał o powieści Witold Horwath, autor m.in. „Seansu” i licznych scenariuszy filmowych. Jak dotąd dwa wydania.
„Złam prawo” – najnowsza powieść Łukasza Gołębiewskiego poparta światem „Alicji w Krainie Czarów” zaprasza ponownie czytelnika w dziki świat. Jest to jednak „inny Łukasz”. Bohater wbrew pozorom mało o sobie mówi. Aczkolwiek fabuła mnie nie zaskoczyła.
Podoba mi się opis tła, sytuacji w tamtych latach, które są mi obce. Historię tamtych czasów znam jedynie z opowieści i dlatego tak istotna jest wiarygodność. Krzysiu jest hedonistą ale jest też kimś bardzo poważnym. Czuć wpływy Carlosa Ruiza Zafona i jego „Cienia wiatru”. Motyw Aliny bardzo kojarzy się mi z motywem pięknej historii z Barcelony.
Jednak jakby mi czegoś brakowało w tej powieści. Czuję się po jej przeczytaniu Nienasycona. „Złam prawo” jakoś mnie nie zaskakuje, nie zaskakuje mnie puenta.
Poza tym książki Łukasza się pochłania jednym tchem. Jakie jeszcze zastrzeżenia? Zbyt mało się dzieje – za dużo bohaterek.
Znam poprzednie książki i wiem też, że pisarz się rozwija. Czytam tę powieść w innym wymiarze i na pewno pod wieloma względami jest mi bliska. Najpiękniejszy fragment to fragment o rozkoszy. Książka ma doskonałą zapowiedź. Któż się nie usprawiedliwia z grzechów? Ale czy warto się z nich usprawiedliwiać?
Warto przeczytać tę powieść i spojrzeć na kolejny etap w życiu Łukasza, przy okazji przyjrzeć się sobie.
Anna Czyrska, Leuven, 26.03.2010
Bardzo bym chciał w styczniu 2011, ale szczerze mówiąc nie jestem pewien czy dam radę... wiele zależy od tego jak mi się będzie pracowało w najbliższych tygodniach, do połowy kwietnia chciałbym skoncentrować się na pisaniu nowej powieści... na razie jednak idzie opornie.
wchodząc do księgarni po nowe Książki Ł.Gołębiewskiego sięgam odruchowo.totalny odjazd.najnowsza książka do ostatniej kartki trzyma w napięciu!po przeczytaniu ostatniej strony sprawdzałem jak głupi czy gzieś jeszcze choć jednej nie ma...
„Złam prawo” to czwarta już powieść w dorobku Łukasza Gołębiewskiego wydana przez wydawnictwo Jirafa Roja. To powieść, w której w dalszym ciągu czytelnik nurza się w alkoholowo-narkotycznym klimacie, poznaje wyuzdany, pełen perwersyjności seks i obcuje z nieprzyzwoitością. Gołębiewski znów wkłada w usta swoich bohaterów cytaty z piosenek najlepszych punkowych kapel. Znów mamy zapewnioną dużą porcję ostrej jazdy bez trzymanki, czyli wszystkiego tego, co już jest nam doskonale znane z dotychczasowych powieści. Wyczuć by się jednak dało, że wieje odautorską sztampą spod pióra. Wciąż powtarzane schematy, wciąż te same wulgarne obrazy, przedzieranie się przez ten sam świat skonstruowany na jednoznacznym braku spójności, którym rządzą instynkty i zwierzęca chuć, stałyby się nużące gdyby nie wprowadzenie tym razem wątku kryminalnego.
Powieść rozpoczyna się w latach osiemdziesiątych XX wieku, zabiegiem oczywiście retrospekcji wspomnień bohatera. Dojrzały narrator opowiada o swoim dzieciństwie, pierwszych uniesieniach, doznaniach i rozkoszach. Widoczny jest zarys dziecięcej ciekawości światem i zakorzeniającej się chęci wykraczania poza marginesy. Z samego zresztą tytułu „Złam prawo” biją podszepty do transcendowania poza ustalone reguły. Bohater staje się świadkiem jednego z morderstw na warszawskim podwórku, którego ofiarami padają dwaj nastolatkowie. Zostaje to jednak wyparte z podświadomości, tłumione rozkoszami, być może zwykłym lękiem przed prawdą. Zmuszony przez przyjaciela, po dwudziestu latach narrator rozpoczyna prywatne śledztwo. Podjęty przez Gołębiewskiego wątek psychologiczny wiedzie powieść ku nasileniu jej atrakcyjności, trzyma bowiem w napięciu do ostatniej strony. Najistotniejsze jest w tym wszystkim to, że rozwiązanie morderczej zagadki w myśl zasady, iż najciemniej pod latarnią, znajduje się na wyciągnięcie ręki, albowiem jest kwestią oczyszczenia własnych myśli i opiera się na analizie fragmentów wspomnień. Autentyzm psychologiczny postaci, wulgarny język, doskonała znajomość środowisk i świat, w którym nadal huczy rock&roll, to niewątpliwie najmocniejsze strony twórczości autora. Mało tego, bo Gołębiewski tym razem okazał się znakomitym logikiem, co pozwoliło na zbudowanie dobrej powieści kryminalnej.
Piątek, 27 Listopada, 2009
Zizu już sie nie mogę doczekać